sobota, 1 września 2012

miłość rodzicielska, miłość synowska

dziecię mam jedno...dorosłe...chociaż nie wiem kiedy urosło...dziecię jest płci męskiej i wychowane przeze mnie, byłam mu matką i ojcem...no może tak nie do końca bo przecież ojca ma...tylko..tak jakoś bardzo nie uczestniczył w wychowaniu syna, ale nie o tym tu mowa...byłam, jestem matką młodą, starałam się więc rozumieć moje dziecko, nie zmuszałam do jedzenia, pozwoliłam aby sam spróbował wielu rzeczy by się przekonać czy są dobre czy złe...byłam też jednak nadopiekuńcza, co pewnie mój syn ma mi za złe...kocham go jednak miłością największa na świecie dlatego fakt, że musiał wyjechać był i jest dla mnie niesamowicie bolesny...kilka dni bez wieści i już panikuję...wiem, wiem to nic nadzwyczajnego, każda matka tak ma..dla mnie nadzwyczajne jest to, że mój syn nie będąc maminsynkiem wciąż jest moim synkiem, że jako dorosły mężczyzna potrafi powiedzieć mi, że mnie kocha...ostatnio jednak rozłożył mnie na łopatki...postanowił sobie zrobić tatuaż...nie widzę w tym nic złego, sama mam tatuaż i on też już jeden ma, ale ten ma być wyjątkowy i w wyjątkowym miejscu...pod sercem mój syn ma sobie wytatuować moją datę urodzin.............czasem miałam wątpliwości czy jestem dobrą matko-ojcem, dziś wiem, że tak.....jeśli zamiast imienia dziewczyny, znaku ulubionej drużyny czy innej pierdółki syn chce mieć datę urodzin matki to chyba kocha tą matkę tak jak ona jego....

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz