niedziela, 9 września 2012
kastracja kontra eutanazja
lubię poznawać nowych ludzi, zawsze staram się szukać w nich czegoś ciekawego, dobrego...mam swoje kryteria więc nie każdy według mnie zasługuje na chęć powtórnej rozmowy, nie przekreśla to oczywiście człowieka, ale po co miałabym tracić czas z kimś z kim nie mam wspólnych tematów a wręcz nie zgadzamy się w wielu kwestiach...moja pogarda dla innych poglądów, szczególnie tych, które wydają mi się bezsensowne a tylko nastawione na efekt szoku bądź upierania się za wszelką cenę bez poważnych argumentów jest na tyle duża, że zazwyczaj konwersacja kończy się po jednym spotkaniu....tak też było wczoraj...poznany dżentelmen raczył wyrazić pogardliwe zdanie na temat kotów, które są moją miłością...na informację o tym iż jestem właścicielką pięciu footer raczył rzucić niewybredną anegdotką z życia swego na temat obdzierania kotów ze skóry, kiedy zaś wypłynął temat kastracji kotów omal nie rzucił mi się do oczu za okaleczanie zwierząt, na moje argumenty na temat niekontrolowanego rozmnażania, chorób, braku opieki, śmiertelności kociąt wciąż uparcie próbował mi udowodnić, że kastracja to jedynie "mniejsze zło", że matka natura dokonuje naturalnej selekcji....bronił biednych kotów jak siebie samego...być może już czuł, że w tym momencie miałam ochotę i jego poddać kastracji....potem pojawił się temat eutanazji i ku mojemu zdziwieniu okazało się, że mój interlokutor jest jej zwolennikiem (????) ta niekonsekwencja w pojmowaniu świata doprowadziła do tego, że moim marzeniem było jak najszybciej wymiksować się z dalszej dyskusji w nadziei, że więcej nie przyjdzie mi rozmawiać z tym panem...pomimo, że to "chłopak" mojej przyjaciółki
Subskrybuj:
Komentarze do posta (Atom)
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz