środa, 3 kwietnia 2013
czarna dziura wciąga mnie....
Pewnie nie jestem osamotniona w poczuciu beznadziei, ale niestety nic a nic mnie to nie pociesza. Nic nie idzie we właściwym kierunku, a nawet jeśli wydaje mi się, że sprawy nabierają właściwego tempa natychmiast wydarza się coś co sprawia, że tak nie jest. Pas mam zaciśnięty już tak mocno, że nie da rady go więcej ściskać, kiedy łatam jedną dziurę pojawia się natychmiast druga, z której wyłazi na dodatek potwór w todze sędziego i zamierza mnie rozliczać jak to jest, że nie starcza mi od pierwszego do pierwszego. Wiadomo, że ów potwór nie znajdzie na to lekarstwa, ale i tak ja będę musiała za to zapłacić. Wokół rośnie las ludzi, którzy szczerzą na mnie kły i próbują utoczyć mi krwi bo tylko to daje im satysfakcję...zgnębić, zgnoić i podeptać. To wszystko stoi murem między mną a moim sercem i wiem, że oddala nas coraz bardziej a przecież nie umiemy żyć bez siebie, nie mamy nikogo więcej. Czuję się jak na Antarktydzie...nic nie widać dookoła i wszystko ściska mróz. Siedzę bo iść już nie mam siły. Chciałam płakać ale mi łzy zamarzły. Pada śnieg, czuję go na włosach, ramionach i rzęsach...jest cicho.
poniedziałek, 4 marca 2013
na pewne rzeczy bywa za późno :(
Wydaje nam się, że zawsze wszystko można naprawić, że zawsze wszystko można odwrócić, wymazać z pamięci i wrócić jak gdyby nigdy nic, albo rozpalić ogień na nowo....a życie niestety dając nam pstryczka w nosek pokazuje, że nie jest to możliwe. Słów wypowiedzianych cofnąć się nie da, na zawsze wryją się w pamięć osób, którym ból sprawiły. Przeciągnięta struna uczuć gdy pęka, nawet związana supełkiem przyjaźni nigdy nie zabrzmi tak samo...choćbyśmy tęsknili za jej dźwiękiem do bólu. Życie daje szanse, ale gdy się je lekceważy przychodzi moment gdy ich limit zostaje wyczerpany. Pozostaje pokornie pochylić się nad losem swoim i pamiętać, że wszystko pielęgnować w życiu trzeba, że słowa należy mówić takie jakie sami usłyszeć byśmy chcieli i że nic w życiu nie jest na zawsze i na stałe, tylko dla nas, jeśli tego nie cenimy lub wydaje nam się, że nam się należy. Może gdy wreszcie prawda o tym co ważne i jak dbać o to, dotrze do nas, trafi nam się jeszcze jedna, malutka i ostatnia szansa w życiu aby pokazać, że jednak można się zmienić....
poniedziałek, 26 listopada 2012
smoki też mają uczucia :)
Sieć jest ogromnym zbiorowiskiem ludzkim, wirtualnym więc też trudniej tutaj tak naprawdę poznać kto kim i jakim jest...A ludzie różnią się przecież wszystkim, stylem życia, wykształceniem, poziomem kultury i wrażliwości. Nawet wśród osób skupionych w tych samych kręgach (wielbiciele samochodów, pasjonaci wojaży, miłośnicy kuchni) zdarzają się ludzie o tak skrajnym pojmowaniu świata, że aż dziw bierze. Zdarzają się osobowości wyjątkowo mocno przekonane o tym, że wyrażane przez nich zdanie jest jedyne i najsłuszniejsze. Kiedy ktoś zaoponuje często trafia na źle pojmowane zjawisko asertywności w sieci. Nie wiem skąd się to wzięło i kto wbił ludziom do głów, że asertywność to koniecznie upór i trwanie przy swoim zdaniu, a argumentacja to poniżenie i sprowadzenie do poziomu betonu lub jeszcze czegoś gorszego swojego interlokutora. Im dalej brniesz w dyskusję z takim osobnikiem, tym więcej słyszysz na swój temat inwektyw..aczkolwiek nieco zawoalowanych bo fakt faktem nie zwraca się bezpośrednio do ciebie lecz umieszcza cię w tłumie "moherów" lub "niedouczonych debili". Wszystkie słowa kieruje do nieokreślonej grupy choć sprawa dotyczy tak naprawdę ciebie. Kiedy powiesz, że jest ci przykro użyje wybiegu, że nie czytasz jego wypowiedzi ze zrozumieniem, lub wytknie, ze czujesz się pępkiem świata. Gdy poprosisz o zaprzestanie dyskusji, wciąż będzie ją kontynuował bo ostatnie słowo musi należeć do niego. Wytknie innym anonimowość choć sam nie ma odwagi odkryć swego nazwiska i kryje się za nickiem. Nawet gdy spróbujesz przejść nad tym do porządku dziennego żartobliwie cię obrazi aby móc zasnąć z poczuciem swej własnej mądrości i poczucia, że oto znów pokonał smoka w sieci, który chciał go zmienić w tę masę, która krąży w wirtualnej krainie szczęśliwości. Używając doniosłych słów, poczuje się znowu jakże wielce wartościowy, wyjątkowy, twardo stojący i broniący swego zdania......i nawet nie zauważy, że w tym wszystkim istnieje coś takiego jak uczucia drugiej osoby.
niedziela, 11 listopada 2012
kobieta-jeśli pije to powinna wiedzieć jak
Zdarzyło się wczoraj, że byłam na imieninach u kolegi. Towarzystwo swojskie, atmosfera fajna, w międzyczasie obejrzeliśmy walkę Kliczko-Wach, jedzonko pyszne, alkohol też...I właśnie rzecz idzie o alkohol. Nie należę do osób, które uważają picie alkoholu za zło, sama piję na imprezach, chodzi o to, że kobieta powinna wiedzieć jak pić i ile pić tak, by do końca imprezy zachować "twarz" lub nie kończyć imprezy zbyt wcześnie. Siedzenie kobiety z "grzywką" w talerzu jest naprawdę mało przyjemnym widokiem, nieprzytomny wzrok, którym błądzi ona po twarzach współbiesiadników jakby widziała ich po raz pierwszy również jest tym co do kobiety nie pasuje, nadmierna odwaga w wypowiedziach na tematy, które zazwyczaj poruszają raczej mężczyźni, robienie za głównego błazna na imprezie, awanturowanie się przy wyjściu "bo przecież nie dopiłam jeszcze wina" niestety jeszcze bardziej skłaniają mnie ku opinii, że pijana kobieta wygląda okropnie. Żeby nie było jestem za równymi prawami kobiet i mężczyzn i osobnik płci męskiej w sztok pijany też razi moją wrażliwość, ale co by nie mówić kobieta pijana jest już widokiem po prostu nie do zniesienia. Uważam, że każdy powinien wypracować swój sposób na nieprzekraczanie granicy, która pozwala zachować godność nawet na imprezie zakrapianej alkoholem.
niedziela, 30 września 2012
jak pachnie prawdziwy dom?
byłam kiedyś w takim domu....fajni, młodzi ludzie, małe dziecko, dobra sytuacja materialna, ale....no właśnie...już w progu uderzył mnie zapach odświeżaczy do powietrza, sama chemia, w każdym pomieszczeniu w gniazdko wetknięte urządzonko ze sztucznym zapachem...mieszkanko czyściutkie, ale po pół godzinie ból głowy miałam taki, że marzyłam o ucieczce, latem przechodząc obok ich domu czułam ten zapach nawet przez otwarte okno...niestety ale ten zapach nie kojarzy mi się z rodzinną atmosferą i nie przemawiają do mnie reklamy zapewniające o tym, że coś wetknięte w gniazdko zapewni mi przytulną atmosferę w mieszkaniu...fuj! za to mam znajomą, która mieszka w pięknym, drewnianym domu i czasem pali w tym domu kadzidełka (jak zdarzy jej się zapalić papierosa...sic!) i pamiętam jak przyszła od niej do mnie paczka i po otwarciu można było poczuć ten zapach jej domu, pamiętam jak zasypiałam u niej w zimie w pachnącej pościeli, która od razu dawała poczucie błogości, mile wspominam dom mojej cioci, u której zawsze coś pachniało z kuchni, pieczony schab, ciasto śliwkowe...i pamiętam zapach kawy mielonej w niedzielę rano i mój dom dziecinny, w którym święta pachniały pastą do podłóg, pierniczkami, pomarańczami...niestety teraz coraz częściej w mieszkaniach ludzie starają się zagłuszyć te wszystkie zapachy, teraz nie może być czuć w domu tym czym pachnie życie, teraz ludzie lubią chemicznie stworzyć sobie atmosferę domu wykreowanego przez reklamy: dziś pachnie dom zieloną herbatą, jutro konwaliami a pojutrze pomarańczą z cynamonem...a ja uważam, że zdecydowanie przyjemniej było by zaparzyć i napić się tej zielonej herbaty we dwoje, kupić konwalie i wstawić do wazonu i upiec szarlotkę z cynamonem ...może te zapachy będą bardziej ulotne niż te z kontaktu ale będą prawdziwe i dadzą poczucie ciepłego, przytulnego domu
wtorek, 25 września 2012
porozmawiajmy o samochodach
jako, że jakiś czas temu nieuważny kierowca jadący za mną nie wyhamował i rozbił mi zderzak, moje autko powędrowało na warsztat, zdecydowałam się na rozliczenie bezgotówkowe bo nie ogarniam tematu części, lakierów, blacharzy i takich tam, a poza tym przy takiej formie mam auto zastępcze i nie muszę się martwić o brak samochodu...niezwykle wygodna forma rozliczenia dla kogoś takiego jak ja, znajomi radzili, weź pieniądze, zrobisz sobie samochód...ale moja decyzja była taka a nie inna...zastępcze auto bardzo mnie zaskoczyło, żaden tam gruchot, tylko rok starsze od mojego i naprawdę w podobnym standardzie, różnica taka, że ja mam benzynę i tylko takimi jeździłam wcześniej, a dostałam diesla....pierwsze wrażenie...matko jaki muł!...co to jest??!!...ale po czasie jakoś do mnie dotarło, że trzeba szybciej zmieniać biegi i (zdaje się, że inny moment obrotowy jest inny czy coś takiego) i wtedy taki silnik ma zupełnie inną dynamikę, podoba mi się też to, że od trzeciego biegu ta moc jest naprawdę wyczuwalna, taki samochód rusza jak muł ale jak się już rozpędzi to naprawdę czuć, że się jedzie...może się zastanowię następnym razem nad kupnem diesla?..odwieczny dylemat diesel czy benzyna dla mnie nigdy nie istniał, jakoś tak wbito mi do głowy za młodu, że benzynowe silniki są bardziej dynamiczne i to przeświadczenie pokutowało we mnie aż do teraz...
niedziela, 16 września 2012
nuda?... jaka nuda?
patrzę właśnie na jednego z moich kotów...ewidentnie się nudzi i tak zastanowiłam się kiedy ja się ostatni raz nudziłam?...oooo...dawno temu, ale były takie czasy, co się więc zmieniło, że nie nudzę się teraz? przecież kiedyś miałam małe dziecko, a więc teoretycznie więcej obowiązków niż obecnie, zawsze właściwie miałam jakieś hobby, może faktycznie teraz mam ich więcej...a może czas teraz jakoś szybciej płynie? kiedyś dojazdy do pracy zabierały mi więcej czasu, naprawdę miała wolnego o wiele mniej niż obecnie a mimo to częściej byłam znudzona niż teraz...właściwie teraz to wcale się nie nudzę, każdą chwilę mam zapełnioną, zajętą i najchętniej rozepchnęłabym dobę o kilka godzin miałabym wtedy czas zrobić jeszcze tyle rzeczy...niestety czas ucieka jak szalony...może to wynika z tego, że kiedy się jest młodym to wydaje się, że czego jak czego ale czasu mamy pod dostatkiem i trwonimy go, a z jego upływem zdajemy sobie sprawę z tego, że mamy go coraz mniej na wszystko i wtedy ważna i cenna jest każda chwila więc szkoda jej na nudę...kiedyś sypiałam do godziny dziewiątej, teraz gdy wstanę o tej godzinie (czasem jednak mi się to zdarza) to nie wyrabiam się z niczym tego dnia, a plany? mam ich tyle, że przydałoby mi się jeszcze jedno życie :D...ale pewnie go nie dostanę więc muszę wyrobić się w tym jednym :))
Subskrybuj:
Posty (Atom)