Wiele lat temu dostałam od mojej przyjaciółki Oli książkę, której przesłanie zostało ze mną do dnia dzisiejszego. Zawsze kiedy stwierdzam, że jest mi źle, że życie dało mi w kość, że nie dostałam czegoś czego pragnęłam, przypominam sobie o tej książce. Dodatkowo przypominam sobie jak po przeczytaniu tej książki moja mama powiedziała do mnie, że podziwia mnie za to, że potrafię być jak książkowe myszy. Mowa o książce pt. "Kto zabrał mój ser" Spencera Johnsona. Licząca zaledwie 90 stron książeczka przeznaczona zdaniem autora bardziej dla menadżerów i odnosząca się do obszarów biznesu okazała się rewelacyjną pozycją, która pozwala zajrzeć czytelnikowi w głąb siebie, zweryfikować swoje postawy wobec życia, ludzi i sytuacji, które nas spotykają. Istotą książki jest historia dwóch ludzi Zastałka i Bojka i dwóch myszy Nosa i Pędziwiatra. Cztery istoty żyją w magazynie pełnym sera (ser jest metaforą tego wszystkiego czego pragniemy), jedzą ile wlezie spokojni o swa przyszłość i oto któregoś dnia ser znika a cała czwórka stoi u wejścia do labiryntu. Nie jest trudno się domyślić jakie postawy reprezentują bohaterowie a czytelnik ma możliwość rozpoznania tych postaw w sobie samym. Przeczytanie tej pozycji dawno temu sprawiło, że radzę sobie z przystosowaniem się do zaskakujących sytuacji, sięgam po to czego chcę i szukam sposobu na to by być szczęśliwą. Niestety są czasem takie momenty, że zachowuję się jak książkowy Zastałek czy Bojek, bardzo szybko jednak przypominam sobie, że takie zachowanie szkodzi tylko i wyłącznie mi i natychmiast budzi się we mnie Nos i Pędziwiatr i znów czuję się szczęśliwa :).
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz