niedziela, 29 września 2013

dobro powraca

Warto, warto starać się być dobrym dla innych. Nie ukrywam, że czasem zdarzają się chwile zwątpienia, że czasem trafia się na ludzi perfidnie wykorzystujących czyjąś dobroć. Można wtedy poczuć się oszukanym, wykorzystanym i zastanawiać się nad sensem dzielenia się z innymi. Nie wiem co na to poradzić. Jedynym wyjściem jest umiejętność odmawiania, ocenianie sytuacji. Ale o ciemnej stronie dawania może innym razem bo nie to jest tematem. Tematem jest radość, radość ogromna z tego, że można coś dać i coś dostać. Tak, tak, na pewno usłyszę, że pomoc jest bezinteresowna, że szczera nie żąda wdzięczności. Ja nie mówię o tym, że ktoś ma coś oddawać. Chodzi o to żeby pomagając czuć się docenioną osobą, czuć, że robi się coś dobrego. Takie uczucie daje jeszcze więcej energii do kolejnych działań. Dość często takie uczucie przychodzi nawet nie od osoby, której się pomaga. Po prostu nagle, na swej drodze spotykasz ludzi wspaniałych, ciepłych, którzy interesują się również Twoim losem, kiedy płaczesz czują ten sam ból co Ty i nie odłożą słuchawki dopóki się nie uspokoisz. Warto, warto doceniać takie chwile i pielęgnować je w sercu. Warto tak żyć by otaczać się właśnie takimi ludźmi i warto dać bo to kiedyś nawet w innej postaci powróci :)

wtorek, 11 czerwca 2013

kto zabrał mój ser??!

Wiele lat temu dostałam od mojej przyjaciółki Oli książkę, której przesłanie zostało ze mną do dnia dzisiejszego. Zawsze kiedy stwierdzam, że jest mi źle, że życie dało mi w kość, że nie dostałam czegoś czego pragnęłam, przypominam sobie o tej książce. Dodatkowo przypominam sobie jak po przeczytaniu tej książki moja mama powiedziała do mnie, że podziwia mnie za to, że potrafię być jak książkowe myszy. Mowa o książce pt. "Kto zabrał mój ser" Spencera Johnsona. Licząca zaledwie 90 stron książeczka przeznaczona zdaniem autora bardziej dla menadżerów i odnosząca się do obszarów biznesu okazała się rewelacyjną pozycją, która pozwala zajrzeć czytelnikowi w głąb siebie, zweryfikować swoje postawy wobec życia, ludzi i sytuacji, które nas spotykają. Istotą książki jest historia dwóch ludzi Zastałka i Bojka i dwóch myszy Nosa i Pędziwiatra. Cztery istoty żyją w magazynie pełnym sera (ser jest metaforą tego wszystkiego czego pragniemy), jedzą ile wlezie spokojni o swa przyszłość i oto któregoś dnia ser znika a cała czwórka stoi u wejścia do labiryntu. Nie jest trudno się domyślić jakie postawy reprezentują bohaterowie a czytelnik ma możliwość rozpoznania tych postaw w sobie samym. Przeczytanie tej pozycji dawno temu sprawiło, że radzę sobie z przystosowaniem się do zaskakujących sytuacji, sięgam po to czego chcę i szukam sposobu na to by być szczęśliwą. Niestety są czasem takie momenty, że zachowuję się jak książkowy Zastałek czy Bojek, bardzo szybko jednak przypominam sobie, że takie zachowanie szkodzi tylko i wyłącznie mi i natychmiast budzi się we mnie Nos i Pędziwiatr i znów czuję się szczęśliwa :).

wtorek, 4 czerwca 2013

nadzieja czasem boli

Kiedy życie sprawi, że zrobisz wszystko aby uniknąć rozczarowań i bólu i zaczniesz sam wierzyć w teorie wygłaszane publicznie, że jest najlepiej tak jak jest to jednak wcale nie znaczy, że nie pragniesz i nie marzysz. Owszem, taka metoda daje poczucie kontroli nad emocjami i własnym życiem. Niestety nie ma gwarancji, że na zawsze będziesz mieć spokój bo może się jednak zjawić ktoś kto zburzy ten lodowy świat. Może nie od razu, ale najpierw poczujesz delikatne ciepło, potem nawet radość, potem zacznie cię rozpierać energia, a potem pojawi się strach...przed rozczarowaniem, niepewnością i pomimo pojawiającej się nadziei odczujesz cały ból tak skrzętnie skrywany przez długi czas. Teraz pozostaje tylko zaryzykować bo wiesz, że możesz się nadal zamknąć w swoim wewnętrznym zamku i otoczyć podwójną fosą albo podjąć ryzyko być może skazując się na przegraną...Zyskać jednak możesz wiele, może nawet wszystko.

środa, 3 kwietnia 2013

czarna dziura wciąga mnie....

Pewnie nie jestem osamotniona w poczuciu beznadziei, ale niestety nic a nic mnie to nie pociesza. Nic nie idzie we właściwym kierunku, a nawet jeśli wydaje mi się, że sprawy nabierają właściwego tempa natychmiast wydarza się coś co sprawia, że tak nie jest. Pas mam zaciśnięty już tak mocno, że nie da rady go więcej ściskać, kiedy łatam jedną dziurę pojawia się natychmiast druga, z której wyłazi na dodatek potwór w todze sędziego i zamierza mnie rozliczać jak to jest, że nie starcza mi od pierwszego do pierwszego. Wiadomo, że ów potwór nie znajdzie na to lekarstwa, ale i tak ja będę musiała za to zapłacić. Wokół rośnie las ludzi, którzy szczerzą na mnie kły i próbują utoczyć mi krwi bo tylko to daje im satysfakcję...zgnębić, zgnoić i podeptać. To wszystko stoi murem między mną a moim sercem i wiem, że oddala nas coraz bardziej a przecież nie umiemy żyć bez siebie, nie mamy nikogo więcej. Czuję się jak na Antarktydzie...nic nie widać dookoła i wszystko ściska mróz. Siedzę bo iść już nie mam siły. Chciałam płakać ale mi łzy zamarzły. Pada śnieg, czuję go na włosach, ramionach i rzęsach...jest cicho.

poniedziałek, 4 marca 2013

na pewne rzeczy bywa za późno :(

Wydaje nam się, że zawsze wszystko można naprawić, że zawsze wszystko można odwrócić, wymazać z pamięci i wrócić jak gdyby nigdy nic, albo rozpalić ogień na nowo....a życie niestety dając nam pstryczka w nosek pokazuje, że nie jest to możliwe. Słów wypowiedzianych cofnąć się nie da, na zawsze wryją się w pamięć osób, którym ból sprawiły. Przeciągnięta struna uczuć gdy pęka, nawet związana supełkiem przyjaźni nigdy nie zabrzmi tak samo...choćbyśmy tęsknili za jej dźwiękiem do bólu. Życie daje szanse, ale gdy się je lekceważy przychodzi moment gdy ich limit zostaje wyczerpany. Pozostaje pokornie pochylić się nad losem swoim i pamiętać, że wszystko pielęgnować w życiu trzeba, że słowa należy mówić takie jakie sami usłyszeć byśmy chcieli i że nic w życiu nie jest na zawsze i na stałe, tylko dla nas, jeśli tego nie cenimy lub wydaje nam się, że nam się należy. Może gdy wreszcie prawda o tym co ważne i jak dbać o to, dotrze do nas, trafi nam się jeszcze jedna, malutka i ostatnia szansa w życiu aby pokazać, że jednak można się zmienić....

poniedziałek, 26 listopada 2012

smoki też mają uczucia :)

Sieć jest ogromnym zbiorowiskiem ludzkim, wirtualnym więc też trudniej tutaj tak naprawdę poznać kto kim i jakim jest...A ludzie różnią się przecież wszystkim, stylem życia, wykształceniem, poziomem kultury i wrażliwości. Nawet wśród osób skupionych w tych samych kręgach (wielbiciele samochodów, pasjonaci wojaży, miłośnicy kuchni) zdarzają się ludzie o tak skrajnym pojmowaniu świata, że aż dziw bierze. Zdarzają się osobowości wyjątkowo mocno przekonane o tym, że wyrażane przez nich zdanie jest jedyne i najsłuszniejsze. Kiedy ktoś zaoponuje często trafia na źle pojmowane zjawisko asertywności w sieci. Nie wiem skąd się to wzięło i kto wbił ludziom do głów, że asertywność to koniecznie upór i trwanie przy swoim zdaniu, a argumentacja to poniżenie i sprowadzenie do poziomu betonu lub jeszcze czegoś gorszego swojego interlokutora. Im dalej brniesz w dyskusję z takim osobnikiem, tym więcej słyszysz na swój temat inwektyw..aczkolwiek nieco zawoalowanych bo fakt faktem nie zwraca się bezpośrednio do ciebie lecz umieszcza cię w tłumie "moherów" lub "niedouczonych debili". Wszystkie słowa kieruje do nieokreślonej grupy choć sprawa dotyczy tak naprawdę ciebie. Kiedy powiesz, że jest ci przykro użyje wybiegu, że nie czytasz jego wypowiedzi ze zrozumieniem, lub wytknie, ze czujesz się pępkiem świata. Gdy poprosisz o zaprzestanie dyskusji, wciąż będzie ją kontynuował bo ostatnie słowo musi należeć do niego. Wytknie innym anonimowość choć sam nie ma odwagi odkryć swego nazwiska i kryje się za nickiem. Nawet gdy spróbujesz przejść nad tym do porządku dziennego żartobliwie cię obrazi aby móc zasnąć z poczuciem swej własnej mądrości i poczucia, że oto znów pokonał smoka w sieci, który chciał go zmienić w tę masę, która krąży w wirtualnej krainie szczęśliwości. Używając doniosłych słów, poczuje się znowu jakże wielce wartościowy, wyjątkowy, twardo stojący i broniący swego zdania......i nawet nie zauważy, że w tym wszystkim istnieje coś takiego jak uczucia drugiej osoby.

niedziela, 11 listopada 2012

kobieta-jeśli pije to powinna wiedzieć jak

Zdarzyło się wczoraj, że byłam na imieninach u kolegi. Towarzystwo swojskie, atmosfera fajna, w międzyczasie obejrzeliśmy walkę Kliczko-Wach, jedzonko pyszne, alkohol też...I właśnie rzecz idzie o alkohol. Nie należę do osób, które uważają picie alkoholu za zło, sama piję na imprezach, chodzi o to, że kobieta powinna wiedzieć jak pić i ile pić tak, by do końca imprezy zachować "twarz" lub nie kończyć imprezy zbyt wcześnie. Siedzenie kobiety z "grzywką" w talerzu jest naprawdę mało przyjemnym widokiem, nieprzytomny wzrok, którym błądzi ona po twarzach współbiesiadników jakby widziała ich po raz pierwszy również jest tym co do kobiety nie pasuje, nadmierna odwaga w wypowiedziach na tematy, które zazwyczaj poruszają raczej mężczyźni, robienie za głównego błazna na imprezie, awanturowanie się przy wyjściu "bo przecież nie dopiłam jeszcze wina" niestety jeszcze bardziej skłaniają mnie ku opinii, że pijana kobieta wygląda okropnie. Żeby nie było jestem za równymi prawami kobiet i mężczyzn i osobnik płci męskiej w sztok pijany też razi moją wrażliwość, ale co by nie mówić kobieta pijana jest już widokiem po prostu nie do zniesienia. Uważam, że każdy powinien wypracować swój sposób na nieprzekraczanie granicy, która pozwala zachować godność nawet na imprezie zakrapianej alkoholem.