Wiele lat temu dostałam od mojej przyjaciółki Oli książkę, której przesłanie zostało ze mną do dnia dzisiejszego. Zawsze kiedy stwierdzam, że jest mi źle, że życie dało mi w kość, że nie dostałam czegoś czego pragnęłam, przypominam sobie o tej książce. Dodatkowo przypominam sobie jak po przeczytaniu tej książki moja mama powiedziała do mnie, że podziwia mnie za to, że potrafię być jak książkowe myszy. Mowa o książce pt. "Kto zabrał mój ser" Spencera Johnsona. Licząca zaledwie 90 stron książeczka przeznaczona zdaniem autora bardziej dla menadżerów i odnosząca się do obszarów biznesu okazała się rewelacyjną pozycją, która pozwala zajrzeć czytelnikowi w głąb siebie, zweryfikować swoje postawy wobec życia, ludzi i sytuacji, które nas spotykają. Istotą książki jest historia dwóch ludzi Zastałka i Bojka i dwóch myszy Nosa i Pędziwiatra. Cztery istoty żyją w magazynie pełnym sera (ser jest metaforą tego wszystkiego czego pragniemy), jedzą ile wlezie spokojni o swa przyszłość i oto któregoś dnia ser znika a cała czwórka stoi u wejścia do labiryntu. Nie jest trudno się domyślić jakie postawy reprezentują bohaterowie a czytelnik ma możliwość rozpoznania tych postaw w sobie samym. Przeczytanie tej pozycji dawno temu sprawiło, że radzę sobie z przystosowaniem się do zaskakujących sytuacji, sięgam po to czego chcę i szukam sposobu na to by być szczęśliwą. Niestety są czasem takie momenty, że zachowuję się jak książkowy Zastałek czy Bojek, bardzo szybko jednak przypominam sobie, że takie zachowanie szkodzi tylko i wyłącznie mi i natychmiast budzi się we mnie Nos i Pędziwiatr i znów czuję się szczęśliwa :).
wtorek, 11 czerwca 2013
wtorek, 4 czerwca 2013
nadzieja czasem boli
Kiedy życie sprawi, że zrobisz wszystko aby uniknąć rozczarowań i bólu i zaczniesz sam wierzyć w teorie wygłaszane publicznie, że jest najlepiej tak jak jest to jednak wcale nie znaczy, że nie pragniesz i nie marzysz. Owszem, taka metoda daje poczucie kontroli nad emocjami i własnym życiem. Niestety nie ma gwarancji, że na zawsze będziesz mieć spokój bo może się jednak zjawić ktoś kto zburzy ten lodowy świat. Może nie od razu, ale najpierw poczujesz delikatne ciepło, potem nawet radość, potem zacznie cię rozpierać energia, a potem pojawi się strach...przed rozczarowaniem, niepewnością i pomimo pojawiającej się nadziei odczujesz cały ból tak skrzętnie skrywany przez długi czas. Teraz pozostaje tylko zaryzykować bo wiesz, że możesz się nadal zamknąć w swoim wewnętrznym zamku i otoczyć podwójną fosą albo podjąć ryzyko być może skazując się na przegraną...Zyskać jednak możesz wiele, może nawet wszystko.
Subskrybuj:
Komentarze (Atom)