środa, 3 kwietnia 2013

czarna dziura wciąga mnie....

Pewnie nie jestem osamotniona w poczuciu beznadziei, ale niestety nic a nic mnie to nie pociesza. Nic nie idzie we właściwym kierunku, a nawet jeśli wydaje mi się, że sprawy nabierają właściwego tempa natychmiast wydarza się coś co sprawia, że tak nie jest. Pas mam zaciśnięty już tak mocno, że nie da rady go więcej ściskać, kiedy łatam jedną dziurę pojawia się natychmiast druga, z której wyłazi na dodatek potwór w todze sędziego i zamierza mnie rozliczać jak to jest, że nie starcza mi od pierwszego do pierwszego. Wiadomo, że ów potwór nie znajdzie na to lekarstwa, ale i tak ja będę musiała za to zapłacić. Wokół rośnie las ludzi, którzy szczerzą na mnie kły i próbują utoczyć mi krwi bo tylko to daje im satysfakcję...zgnębić, zgnoić i podeptać. To wszystko stoi murem między mną a moim sercem i wiem, że oddala nas coraz bardziej a przecież nie umiemy żyć bez siebie, nie mamy nikogo więcej. Czuję się jak na Antarktydzie...nic nie widać dookoła i wszystko ściska mróz. Siedzę bo iść już nie mam siły. Chciałam płakać ale mi łzy zamarzły. Pada śnieg, czuję go na włosach, ramionach i rzęsach...jest cicho.